Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka rodziców. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka rodziców. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2012

Coco de Oro, Warszawa, Potocka 14

Klimatyczna klubokawiarnia na Żoliborzu. Wszystkim rodzicom spodoba się fakt, że jest tam kącik z zabawkami dla dzieci w różnym wieku, także nie trzeba przynosic własnych zabawek/książeczek. Dziecko na pewno będzie miało co robić.

Przewijaków dla najmłodszych nie widziałam. Pocieszeniem może być jednak fakt, że możemy wybrac stolik z krzesłami lub stolik z małą kanapką, na której z łatwością przewiniemy szkraba.

W menu są specjalne potrawy dla dzieci. Mój szkrab preferuje jednak wszelkiego rodzaju chlebki i placki, także z lubością zajadał się roti.

Przed 20 na pewno nie jest za głośno, niestety nie wiem jak później. Poza tym klubokawiarnia oferuje szereg zajęć dla najmłodszych (nie uczestniczyłyśmy w żadnych, więc nie będę się na ich temat wypowiadać)

Oceniam na 5,5.
(Skala 1-6, oceniam ułatwienia dla rodziców z dziećmi, czyli nie jedzenie, wystrój, itp.)

piątek, 25 marca 2011

Potwory i spółka

Oglądałam ten film dawno dawno temu ... i wcale mi się nie podobał.
Ostatnio jednak leciał w telewizji i mój kochany mąż, fan bajek dla dzieci stwierdził, że chce oglądać. Cóż... oglądaliśmy... i o dziwo bardzo mi się podobał. Szczególnie wątek małej dziewczynki, której wcześniej nie zauważyłam. Teraz jako mam pękałam ze śmiechu. Taki mały rozbrykany szkrab, który zobaczył kotka i nie chciał go puścić. Cudowna. Polecam wszystkim rodzicom.

czwartek, 24 lutego 2011

Hana Sushi, Warszawa, Arkadia

Dobre sushi, tylko czy jest to odpowiednie miejsce dla maluszka??
Jak przystało na szanującą się restaurację Hana Sushi ma i krzesła dla dzieci i specjalne menu dla najmłodszych. Przewijaka nie szukałam, ale w ostateczności jest on w Arkadii, czyli w trudnym momencie trzeba przejść parę kroków, a nie trzeba wracać do domu.
Kelnerzy bez problemu znosili nasze prośby, najpierw o przełożenie rezerwacji na później, potem o przesadzenie (i to w chwili gdy Iga zdążyła już zrobić niezły bałagan). Nikt nie zwrócił nam tez uwagi na Igowe pokrzykiwania, które pojawiały się od czasu do czasu.
Iga dostała swoją sałatkę i widelczyk. O pałeczki poprosiliśmy ... Ida próbowała naśladować nas i nadziewała sałatkę na jedna z pałeczek - widok przedni:)

Oceniam na 4,5
Nie było tam jakichś niesamowitych rewelacji, ale bardzo dobrze się wszyscy czuliśmy.

(Skala 1-6, oceniam ułatwienia dla rodziców z dziećmi, czyli nie jedzenie, wystrój, itp.)

środa, 24 listopada 2010

Pierwsze urodziny w gronie staruchów, ale ...

W niedzielę przyszli do nas znajomi taty. Iga oczywiście szczęśliwa siedziała na środku dywanu oglądając swoje nowe zabawki. Uśmiechała się do cioć i wujków i gadała bez przerwy. My z kolei przesiedzieliśmy do 12:)

W poniedziałek przyszli znajomi mamy. Problem z nimi jest jeden - nigdy nie wiadomo, ile ich będzie i kto właściwie przyjdzie, bo kontaktujemy się za pomocą listy dyskusyjnej. Było nas na tyle dużo, ze prawie nie zmieściliśmy się w pokoju.
Jeden z kolegów przyszedł ze swoją 3 letnia córeczką, która specjalnie dla Igi wybierała prezent i tak słodko się potem przytulała. Mój kochany Igulec nie ma kontaktu z dziećmi toteż na początku potraktował starszą koleżankę jak lalkę i próbował pokazywać oczka. Musieliśmy nauczyć trzylatkę oganiania się od mojego małego potwora.


Niesamowite jest dla mnie, że takie małe dziecko jak Iga doskonale wie, które zabawki już wcześniej widziała, a które dopiero co dostałą. Oczywiście cały wieczór bawiła się swoimi urodzinowymi prezentami. Przebojem były klocki - które zapewniły zajęcie nie tylko rocznej Idze, ale także jej trzyletniej koleżance, jak również rodzicom i innym dorosłym.

niedziela, 21 listopada 2010

Piątkowo-sobotnie imprezy z bobasem

Przyszedł weekend. Po raz pierwszy od dawien dawna jesteśmy w weekend w Warszawie - nie jedziemy ani do rodziców do Łodzi czy Kielc, ani do znajomych. Mamy trochę czasu dla siebie i bardzo napięty grafik:)

W piątek mieliśmy iść wszyscy na spotkanie z koleżanką, która akurat przyleciała na chwilę z Paryża. Tatuś w ostatniej chwili się rozmyślił, więc stwierdziłam, że skorzystam i pójdę sama - bez Igi. W końcu od czasu do czasu małą night out mi się należy. Doby wybór. Już prawie zapomniałam jak to jest iść gdzieś i móc skupić się na rozmowie, a nie przewidywać jaki będzie następny ruch małego stwora.

Sobota: najpierw obiad u znajomych, a wieczorem impreza. Zwykle ja szykuję dzidziusia do wyjścia, tym razem jednak szykował tatuś. Wziął niemal że wszystko:)

Znajomi przywitali nas w progu stwierdzeniem, że nie maja nic dojedzenia dla Igi i że może pójdziemy razem do sklepu, bo oni nie wiedza co kupić:) Oczywiście wytłumaczyliśmy, że jedzenie wozimy ze sobą. Wyjęliśmy słoiczek i podgrzaliśmy go. Iga chociaż głodna nie chciała jeść. Dziwne. Spróbowałam, a tu zupka nie daje się do jedzenia - dobrze, że mamy mądre dziecko i nie dało się otruć. Chłopcy szybko wyskoczyli kupić nowy słoiczek i Iga mogła spałaszować dużo jedzonka.

Zauważyłam, że reakcje Igowe w nowych miejscach są zawsze takie same. Pierwsze pięć minut nie trzeba jej pilnować - ona sama pilnuje rodziców. Potem się ośmiela i zaczyna zwiedzać... pokój,  kuchnię, szafy, łazienkę. :) Taki mały Sherlock Holmes na tropie.

Śmieszne było to, jak szybko pokój znajomych zaczął przypominać nasz - Iga stopniowo rozpakowywała swoje zabawki - ale po trzech godzinach siedzenia i zabawki i zwiedzanie się jej znudziło - dlatego bobas zaczął wyciągać jakieś stare plakaty.

Wyszliśmy późno, bo była już dwudziesta. Mieliśmy jechać na imprezę, ale plan był taki, że wstąpimy do domu i damy Idze kaszkę. Stwierdziliśmy, że nie zdążymy:( Zdecydowaliśmy, że pójdziemy tylko na kilka godzin, więc Iga dostała szybko pierś, a kaszka została przesunięta na później.

Na imprezie u mojego dobrego kolegi było kilkoro dobrych znajomych i tłum nieznajomych. Trochę dziwnie na nas na początku patrzyli - jak to impreza, a tu taki szkrab:) Ale Igulca nie da się nie lubić. Iga szybko wczuła się w klimat. Zaczęła marudzić na moich kolanach więc puściłam ją na podłogę. Jak tylko została uwolniona podpełzła do pustej butelki po piwie i próbowała włożyć paluszka do środka - oczywiście ku uciesze całej imprezy. Pochwaliła się też przed towarzystwem swoimi zabawkami (większość nawet nie wie, że takie są, więc chłopcy z lubością testowali ich działanie:)

Ogólnie wieczór bardzo udany.
I dla nas
I dla Igi

niedziela, 10 października 2010

Dziki Ryż, Warszawa, plac Inwalidów 10


Jedna z moich ulubionych restauracji. Bardzo dobre jedzenie, ale z dzidziusiem to przecież nie jest najważniejsze.
Ze względu na Igę i lekki wiatr na zewnątrz zdecydowaliśmy się usiąść wewnątrz. Niestety klimatyzacja działała dosyć mocno i musieliśmy kilka razy przestawiać krzesełko, żeby dziecka nie zawiało. Dodatkowo wewnątrz problemem był brak miejsca: po zastąpieniu jednego z krzeseł wysokim krzesełkiem Igowym, to pierwsze nie zostało nigdzie zabrane i zatarasowało przejście. Krzesło wysokie nie miało stolika, więc Igę trzeba było dosunąć do stołu – co oczywiście stwarzało pewne zagrożenia. Co gorsza, ku uciesze maleństwa i naszemu przerażeniu kelner nieustannie stawiał wszystko wprost przed Igą.
Nie było przewijaka:(
Pozytywne były naany, które Idze bardzo smakowały. Dodatkowo kelner nie został wyprowadzony z równowagi przez niesamowity bałagan stworzony przez nasze dziecko poprzez rozrzucenie nieskonsumowanych kawałków naana (a to się niestety zdarza w niektórych miejscach).
Oceniam na 3,5
(Skala 1-6, oceniam ułatwienia dla rodziców z dziećmi, czyli nie jedzenie, wystrój, itp.)

czwartek, 23 września 2010

Pierwsza wizyta w pubie.

Jak urodziłam Igę niektórzy znajomi zapowiedzieli, że przez pierwsze trzy miesiące nie będą do nas przychodzić, żeby nie zarazić dziecka. Wydawało mi się to bardzo dziwne dlatego zaczęłam sprawdzać, czy taki maluszek może mieć kontakt z osobami "obcymi". No cóż, wg internetu maluszki rzeczywiście powinny być pod ochroną w pierwszym okresie.

Ale ja, kontestująca wszystko co się da i próbująca sprawdzić wszystko na swojej skórze stwierdziłam, że przecież Iga wychodzi na spacery, przytula się do babci i prababci, to dlaczego nie może przyjmować innych ludzi. A co tam. Przyjmowała:) i nic się nie działo.

Mało tego, moje małe kochanie w ciągu pierwszych miesięcy przeżyło więcej imprez niż pewnie przez następne kilka lat. I co ciekawe bawiła się na nich lepiej niz rodzice, albo co najmniej tak samo dobrze :-)

Przed trzecim miesiącem życia Igunia spędziła także jeden radosny wieczór w pubie. Oczywiście to ona zabawiała nas, jak i stoliki wokoło, a nie jak można by było sie spodziewać my ją. Chociaż niektórzy z niesmakiem odwracali głowę stwierdzając "takie małe dziecko przynieśli". Na szczęście nie byłam sama. Wnuczka bawiła się w dostojnym towarzystwie ze swoimi dziadkami i pradziadkami. I była cała szczęśliwa. A gdy w końcu znudziła się naszym towarzystwem ... spokojnie usnęła.



środa, 22 września 2010

Kiedy najwcześniej maluszek może iść na Sylwestra?

:) To zależy jak dobrze jego rodzice czują się w jego towarzystwie... Iga poszła po niecałych 2miesiącach życia.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...